Dokładnie dwa lata temu, kiedy wydawało mi się, że jestem wolny od różnych nałogów, zyskałem nowy...i nie chcę się go pozbyć. Dzisiaj, znowu, zrozumiałem, jak bardzo jestem uzależniony... Witajcie, nazywam się Radek i jestem...oceanoholikiem ;)

Wcześniej były już tego różne symptomy a dwa lata temu, w Porto, kiedy rano zamiast oceanu zobaczyłem mgłe, zdałem sobie sprawę jak silny jest nałóg. Dzisiaj rano widok był dokładnie ten sam i to dobra okazja by wkleić to co napisałem dwa lata temu bo mogę się, wciąż, podpisać pod każdym słowem co cieszy mnie nie tylko faktem, że nie pozbyłem sie nałogu ale też, że się, w ważnych kwestiach i uczuciach nie zmieniam. Czasem dobrze być...monogamistą ;) 

A oto co napisałem dwa lata temu kiedy tak zaskoczyła mnie mgła przysłaniająca ocean...

Stałem się nałogowcem...

Nie pije alkoholu, kawy, nie palę papierosów, rzuciłem nawet colę zero, dawno, przestałem oglądać TVN 24 i generalnie telewizję w systemie live, mocno ograniczyłem,do sensownych miejsc,przeglądanie internetu, potrafię już nawet nie mieć czasem przy sobie smartfona ;) i gdy już myślałem, że jestem, całkiem, wolny od nałogów nowy dopadł mnie tak nagle, że potrzebowałem mgły by sobie to uświadomić ;)

Kiedyś moja koleżanka z 3miasta powiedziała mi, że nie mogłaby mieszkać gdzieś daleko od morza bo dusi się bez niego z braku wolnej przestrzeni aż do horyzontu. Próbowałem jej wytłumaczyć, że niziny, czy widok z gór, na przykład, większe jeziora czy route 66 mogą dać podobny efekt i nie rozumiem takiego argumentu.
   Teraz już rozumiem ją w pełni.
Wczoraj, w Porto, obudziłem się i od razu, jak co dzień, jeszcze w pół śpiący poszedłem na taras by po falach oceanu i poczuciu wilgotnej soli w powietrzu ocenić jak silny jest i będzie wiatr a przede wszystkim nasycić się od rana widokiem…Tymczasem zaskoczyła mnie mgła tak gęsta, że ledwo widziałem koniec tarasu a oddalonej o kilkadziesiąt metrów plaży nie było widać w ogóle.
Tak na marginesie w tych częściach Porto i okolic to normalne i częste zjawisko tak jak to, że w części miasta nad oceanem może być nawet kilkanaście stopni mniej niż w samym centrum czy na starym mieście.
Mnie ta mgła jednak zaskoczyła a jeszcze bardziej to jak brak widoku oceanu na mnie podziałał. Zabrakło pozytywnej energii, którą dawał, uspokojenia, że jego widok jest niezmiennie kojący i nakręcania się tym jak jest piękny. Nie było szans na poranną prasówkę z widokiem na fale i wielkie transportowce mijające się z malutkimi żaglówkami, nie miał sensu spacer brzegiem gdy ocean tylko słychać a o tym, że coś się dzieje przypominają jedynie dźwiękowe ostrzeżenia dla statków.
Kilka godzin czekałem aż wiatr rozwieje mgłe i przez ten czas mogłem poczuć jak wiele traci uroku miejsce, w którym jestem bez oceanu, jak to działa na mnie i nie tylko na mnie zresztą. Pierwsze chwile kiedy fragmenty fal zaczęły się przebijąć przez mgłe i w końcu coraz większe obszary oceanu pojawiały się w polu widzenia uświadomiły mi co miała na myśli moja koleżanka mówiąc o tym jak się dusi bez morza. Gdy mgła opadła sam zacząłem inaczej oddychać i w ogóle lepiej się czuć i rzeczywiście poczułem ten bezmiar i przestrzeń, które taki stan powodują.
W nocy przejechałem z Porto do Algarve ponad 600 kilometrów i, pomimo zmęczenia, najpierw podjechałem prosto na plaże a po tym, przed zaśnięciem, musiałem odsiedzieć swoje na tarasie wpatrując się w ocean, tak jak teraz kiedy to piszę.
Tak, jestem nałogowcem, uzależniłem się od oceanu i z tym nałogiem nie chce walczyć - wprost przeciwnie - postaram się ułożyć życie tak by zaspokajać go jak najczęściej i jak najintesywniej."

I jak widać, jak obiecałem, tak robię ;) I Wam takich nałogów i determinacji w ich pielęgnowaniu życzę ;)