„Mali Giganci” to nic odkrywczego. Nie wiem, po co są kupowane takie licencje poza PR-owym komunikatem, że program jest też realizowany za granicą, bo taki „format” można napisać na kolanie w przewie na lunch...

W tym formacie nie ma nic nowego, nic wyróżniającego go od innych talent-show i - co gorsza - nic co odróżniałoby go od podobnych programów z udziałem dorosłych. Niby przygotowane według talentszołowej recepty, gdzie składnikami są wzruszenia, uśmiechy etc. generowane przez uczestników, którzy do pewnego etapu robią za tło dla gwiazdorskiego jury. Niby poziom emocji kiedy na scenie dzieci powinien być jeszcze większy, ale dla mnie, poza wyjątkami od reguły, program ani ziębi ani grzeje. Niby dobrze zrealizowany, poprawny casting fajny prowadzący i w miarę dobrze dobrani opiekunowie oraz jury ale... nie mam ochoty zobaczyć już żadnego odcinka poza tymi, które musiałem obejrzeć na potrzeby tej opinii. Żeby było jasne, występy dzieci biorą mnie zwykle i oglądam je często na Youtube i tam bez otoczki wielkiego show kręcone, na przykład, telefonem komórkowym, dostarczają mi więcej emocji i wzruszeń niż wszystkie występy w „Małych Gigantach”.

Pozostaje też, do ogólnej oceny formatu, kwestia tego: czy dzieci powinny występować w takich programach? Nie mam nic przeciwko gdy spełnione zostanie wiele warunków gwarantujących jak najlepszą ochronę dzieciakom. Doceniam starania realizatorów programu by tak było, ale gdy słucham komentarzy Kuby Wojewódzkiego wypowiadanych do dzieciaków to mam duuuuże wątpliwości, czy jeden psycholog pojawiający się w napisach końcowych wystarczy aby zapewnić właściwą opiekę dzieciom i ich rodzicom. Tyle osób zatrudnionych przy programie, tylu uczestników i gwiazd, taki duży budżet, który wystarczył na 11 stylistów, 8 fryzjerów, 10 charakteryzatorów i...jedną panią psycholog? TVN...stać Was na więcej ;)

Najlepszym podsumowaniem jest scena z początku pierwszego odcinka kiedy Kuba Wojewódzki, kopiując własne teksty z jurorowania w talentszołach dla dorosłych, oznajmia kilkuletnim Mai i Dorianowi: „Zaraz zdecydujemy jak będzie wyglądała Wasza przyszłość”. Na te słowa mały Dorian ucieka ze sceny, a jego mała konkurentka komentuje ucieczkę słowami: „On myśli, że przegra... Dlaczego? Bo mnie wybierzecie!”. I to tyle w temacie tłumaczenia, że dla dzieci to zabawa. Ach, jeszcze obrazek ojca, który skulony za kulisami, czekając na werdykt z eliminacji, powtarza z zaciśniętymi pięściami i przerażeniem na twarzy „będzie dobrze, będzie dobrze”. Nie było i nie będzie, nie dla wszystkich i nie w tym programie...

Filip Chajzer jest najlepiej i bezpretensjonalnie dopasowany do dzieciaków i formuły programu. To, co innym zdarza się udawać lub przychodzi z trudem - jemu wychodzi naturalnie. Dobra stylówa, dykcja, naturalność i świetne reakcje na nieprzewidywalne zachowania dzieciaków. On naprawdę zwraca na nie uwagę, a kiedy żegna się z przegranymi czuć troskę.

Ocenę ogólną jury obniża Kuba Wojewódzki, który jest kopią samego siebie z jurorowania w programach dla dorosłych. Do większości komentarzy używa funkcji „kopiuj-wklej”, nie biorąc pod uwagę, że stoi przed nim kilkuletni mały człowiek. Katarzyna Bujakiewicz - bardzo dobry wybór do takiego programu i najbardziej empatyczna osoba w składzie jury, myśląca wciąż o dzieciakach zamiast o sobie. Agnieszka Chylińska ma licencje na rolę jurora w show z udziałem dzieci przez bycie potrójną matką i autorką świetnych książek dla najmłodszych, więc nawet gdybym miał jakieś uwagi to chyle czoła przed jej doświadczeniem w tym względzie i liczę na dobre intencje. Czesław Mozil i Piotr Rubik są na swoim miejscu, pozostałych wyborów osób na opiekunów drużyn nie rozumiem.

Realizacja formatu jest poprawna, ale poprawność to za mało. Wojciech Iwański, reżyser podobnych widowisk od wielu lat, już jest chyba sam nimi zmęczony i to się czuje gdy program smakuje jak odgrzewany, ale dalej letni, gulasz z cyklu „przegląd talentszołowej kuchni stuningowanej pod dzieci”. Niektóre zabiegi reżysera, znane z podobnych formatów, tu z dodatkowym alibi troski o dzieci, są tak powtarzalne i przewidywalne, że wygaszają emocje, podgrzewane innymi sztuczkami.

Tak jest z decyzją, kto przechodzi dalej - powtarza się schemat remisów po głosach dwóch jurorów i „emocji” przed decyzją trzeciego. Te reżyserowane głosowania jurorów znamy z innych programów, tu jednak one przeważają. Rozumiem, że z troski o to by stwarzać wrażenie, że przegrane dziecko też jest doceniane ale efekt...jest jaki jest... Reszta to sztampa, którą już po prostu chyba za dobrze znamy. Nie dziwię się zresztą reżyserowi, że po realizacji dziesiątek, jeśli nie setek, odcinków podobnych formatów, mniej lub bardziej odtwórczych, brakuje pomysłów na coś świeżego.

Scenografię stworzył Giorgos Stylianou-Matis a zbudował Leszek Malinkiewicz. Za dużo w niej pstrokatości kolorów w bazowej wersji multimediów, która męczy wzrok. To jednak kwestia gustu, a nie błąd.

Gdyby tylko dobre programy miały wysoką oglądalność to telewizje wyglądałyby zupełnie inaczej. Podobnego show z dziećmi nie ma teraz w innych telewizjach, ciekawe dlaczego? TVN jest więc skazany na sukces, mimo tego, że ten program można było zrobić inaczej, lepiej. Zrobiony został sztampowo, zachowawczo, bezpiecznie na bazie formatu-wymówki dla braku własnej inwencji, ale jako potrzebna pozycja w ramówce i brakujący element u konkurencji skalkulowany na chłodno i skutecznie zapewni stacji dobrą oglądalność w tym paśmie.

Ogólna ocena formatu - 5
- Prowadzący i Jury - 8
- Opiekunowie drużyn - 4
- Realizacja formatu - 5
- Scenografia i oprawa - 8
- Komercyjne powodzenie formatu - 8

ŚREDNIA OCENA: 6,3 w 10 punktowej skali