Są jednak miejsca na świecie gdzie nie ma hipsterów ;) Nie ma nawet drwalopodobnych poza obszarami wycinki w lesie ;) 

Właśnie, po miesiącu pobytu w Porto, dotarło do mnie, że nie spotkałem tu...hipsterów i innych lanseropozerów. Są ludzie ubrani lepiej lub gorzej ale jakoś wydaje się, że nikt nikogo nie udaje. No chyba, że grupa kulturystów topless opalających się obok nas w lasnerskim klubie Lkodac, którzy okazali się gejami swingersami ale w sumie i oni nie udawali nikogo tylko my patrzyliśmy na nich stereotypowo zakładając, że kulturyści są hetero a niby dlaczego tak ma być ? ;)
Raz, wydawało mi się, że trafiłem, nad rzeką, na hipsterską knajpę bo już z daleka widać było kraciaste, flanelowe, koszule, a bywalcy siedzieli na starych skrzynkach, europaletach i fotelach wyrwanych ze starych samochodów. Podszedłem bliżej myśląc, że to hipsterskie miejsce jakich pełno nad Wisłą w Warszawie. Okazało się, że to punkt zdawania ryb z połowu, ludzie we flanelowych koszulachto rybacy a europalety i skrzynki to nie modne siedziska ale pozostałości po rybach ;)
Ostrzegam więc, że Hipsterzy w Porto mogą się poczuć zagubieni. Zwłaszcza, że wiatr tutaj zrujnuje każdą dopieszczoną, udającą niedbałą, stylizację i nie pozwoli też pozować, udając zaczytanie, z grubą książką, bo przewertuje natychmiast wszystkie strony ;)
Do tego kawiarnie, kafejki, nawet jeśli mają miejsca na zewnątrz, to są pozasłaniane foliami czy szybami skutecznie zmniejszając szanse na kawiarniany lans z cyklu "niech nas zobaczą" a la plac Zbawiciela. 
Jeśli jesteś więc Hipsterem to w Porto możesz czuć się osamotniony/a ;) Ale, jak widać, fajne miasto, może się bez nich obyć i...da się żyć.
Nie ma lepszej ilustracji do tego wpisu niż klip Doktora Misio ;)