Nie wiem jak jest w innych stolicach ale w Warszawie, a raczej w jej obszarach zwanych Warszafką, Dyzma jest wciąż żywy. Mało tego - sklonowany w tysiącach egzemplarzy...

To, że Dyzmów nie brakuje w polityce jest oczywiste a właściwie brakuje innych, kompetentnych i właściwych, osobników. Ale to jak wielu ich jest w biznesie, szołbiznesie i jak wielki mają posłuch w mediach jakiekolwiek bzdury by nie opowiadali to jest już pełna dyzmologia stosowana ;)
Warszafka tworzy idealny klimat dla uprawiania dyzmologi. Tutaj ciągle dyskutuje się o projektach, funduszach, dotacjach, inwestorach i nalewa z pustego w próżne często nie tworząc nic poza uprawianiem inżynierii finansowej. 
Idealnym obszarem dla Dyzmów jest oczywiście szołbiznes gdzie poprzeczka tego co należy zrobić by stać się celebrytką czy celebrytą została obniżona już do pokazania krocza czy gołej dupy na imprezie, nalewania wody w tv gdzie leje się ją i tak w przenośni a karierę robi też ta co po prostu...leje do szklanki. Ostatnio zrobiło się ciut trudniej w tej kategorii wejścia na celebryckie, obciachowe, salony i ceną jest pozwolenie by arabski szejk...no sami zresztą wiecie ;)
To wszystko wiadomo od dawna. Kiedyś może poświęce temu większy tekst. Dzisiaj na gorąco piszę pod wrażeniem dwóch tekstów z poważnych biznesowych i branżowych pism. Oba są pisane pod dyktando Dyzmów, którzy robią z piszącymi co chcą a z czytelników, próbują zrobić, idiotów przy okazji.
Pierwszy, na kilka stron, poświęcony ważnej personie z branży reklamowej, relacjonujący przebieg kariery reklamowego Dyzmy fundamentami jej określając to, że facet potrafił kazać czekać podwładnym 30 godzin w biurze na spotkanie z nim po czym wysyłał maila, że jednak mu się odechciało albo wyjść ze spotkania z klientem bez słowa i bez powodu. Te i podobne cechy zbudowały jego wielką pozycję w napompowanej do granic możliwości branży reklamowej. No Dyzma wypisz i wymaluj. Kilka razy, przypadkiem, jak w reklamie zdarza się częściej niż gdzie indziej, udało mu się wymyślić coś za zażarło i jechał na tym aż do momentu kiedy...nie zażarło. Jedna z największych i najdroższych kampanii reklamowych wymyślona przez naszego Dyzmę okazała się nie tylko klapą ale wywołała też, niespotykaną dotąd, falę nienawiści do firmy jaką,swoimi pomysłami, tak właśnie reklamował. I co zrobił nasz bohater ? Obraził się na cały świat i zniknął zostawiając firmę i wszystkich podwładnych z całym bałaganem, który narobił. Po tym był skończony, pomyślicie ? Nic bardziej mylnego. Nie w Warszafce. Wprost przeciwnie - z tekstu wynika, że to kolejny wybryk budujący wizerunek niegrzecznego i, podobno, genialnego człowieka reklamy, który gdzieś wysoko znowu się odnalazł mamiąc obietnicami bez pokrycia.
A w kolejnej gazecie tekst o kolejnym Dyzmie... Tym razem o biznesmenie, z branży medialnej, o którym wszyscy zainteresowani wiedzą, że tonie w długach, tak naprawdę nigdy jego firma nie była na plusie, a obecnie jest w tak beznadziejnej sytuacji, że nie płaci nawet czynszu za biura czy opłat za energię. Ale z radosnej, "dziennikarskiej", twórczości, poważnego,niby,pisma wynika, że biznesmen ten sięgnął już szklanego sufitu w swojej branży i wpuści do firmy inwestora z zagranicy tylko dlatego, że Polska już dla niego za ciasna...;) I co ? I pewnie za jakiś czas przeczytamy, że ktoś się na to nabrał i Pan Dyzma dalej będzie udawał mega biznesmena za czyjeś pieniądze.
Celowo nie napisałem o kogo chodzi bo to jest właśnie woda na młyn Dyzmów - by o nich, mówić, pisać, wszystko jedno jak bo jeśli ktoś się nabierze i napisze laurkę to się chętnie nią pochwalą a jeśli skrytykuje to powiedzą, że to czarny PR wystraszonej ich potęgą konkurencji ;) I tak się kręci nasza warszafkowa dyzmologia stosowana...ech.

Yaro nagrał 15 lat temu kawałek... "Dyzma" idealnie pasujący do tego wpisu :) Posłuchajcie :)