Czy narodowi socjaliści  z PiS rządzą, w dużej mierze, dzięki głosom półanalfabetów czy wtórnych analfabetów dostrzegających 500 plus wypisane drukowanymi literami ale nie rozumiejących co opisywane jest dalej małym druczkiem...? Nacjonalizm bowiem rośnie podobno w siłę tam gdzie upada kultura czytania a w Polsce 40 % społeczeństwa, podobno, nie rozumie co czyta... Jeśli to prawdziwe dane i tendencja to taki profil wyborcy jest idealny nie tylko dla PiS choć w przypadku tej partii to elektorat najbardziej zmobilizowany dzięki skutecznej socjotechnice, kreowaniu mitycznego wroga, socjalistycznym obietnicom i dzieleniu narodu na każdym możliwym polu...

 

W sieci masowo udostępniane jest ostatnio przemówienie reżysera Krzysztofa Warlikowskiego wygłoszone w Europarlamencie. Diagnoza powodów dochodzenia do władzy populistów, narodowców, skrajnej prawicy i im podobnych jest słuszna. Niski poziom kultury znacznej części obywateli, brak kontaktu ze sztuką, książką czy nawet prostym słowem pisanym to naturalne środowisko dla elektoratu takich, politycznych, środowisk, bez żenady i do spodu wykorzystujących niedouczenie swoich wyborców. 
Za taką sytuację w Polsce odpowiadają wszystkie rządy - ten i poprzednie, które więcej uwagi przykładały schlebianiu potrzebom niskich lotów i populistycznemu naginaniu się pod oczekiwania najgłośniejszych i najsilniejszych grup niż pracy nad poziomem wykształcenia i kultury społeczeństwa.
Elity intelektualne zostały zepchnięte na margines niczym za socjalizmu. Rządzącym łatwiej jest przecież manipulować niedouczonymi z małymi potrzebami więc hodowla takich wyborców jest im na rękę. Równolegle z tą hodowlą ludzie lepiej ogarnięci czy wykształceni tracą nadzieję, że ich cichy choć rozsądny głos może być słyszalny i rezygnują z najważniejszego prawa - głosowania. Tłumacząc, że dość mają wyborów mniejszego zła lub głosowania przeciw komuś zamiast za kimś przestają uczestniczyć w wyborach oddając jeszcze więcej pola populistom.
I w końcu budzimy się w rzeczywistości gdzie rządzi partia udająca, że reprezentuje większość choć jasne jest, że większość Polaków na nią nią głosowała a władzę udało się zdobyć dzięki błędowi formalnemu lewicy i jednej dziesiątej - tak jednej dziesiątej procenta głosów, której zabrakło by ta dostała się do Sejmu.
Teraz PiS hoduje dalej armię półanalfabetów wspieranych przez narodowców, kiboli, faszystów czy religijnych talibów wypaczających naukę kościoła tak by pasowała do ich ideologii. Kupuje przyszłe  głosy socjalistycznym rozdawnictwem i obietnicami bez pokrycia jednocześnie budując jeszcze silniejsze podziały w społeczeństwie tłumacząc, że każdy inny czy mądrzejszy stał tam gdzie stało ZOMO… A Ci aktywiści lub zwolennicy PiS, którzy zachowują resztki przyzwoitości mimo zawodu tym co robi władza tłumaczą sobie i innym, że, mityczne, wyższe cele i walka z układem, którego nikt nie widział ani nie nazwał są alibi dla wszelkich nagannych czy skandalicznych działań rządu i jego wyznawców.
Wracając do Warlikowskiego choć diagnozę postawił słuszną nie jest bez winy, co sam dotrzega i chwała mu również za to, bo ludzie kultury robili wiele by potencjalnych odbiorców do niej zniechęcać a on sam tworzył sztuki dla tak wąskiego i specyficznego grona, że sztuczny podział na kulturę wysoką i masową zwiększał się coraz bardziej nie pozostawiając kultury na dobrym poziomie pośrodku. A nie sztuka przekonywać sztuką, nomen omen, przekonanych. Trzeba trafiać z nią i rozkochiwać nią miliony no inaczej niedługo sama sztuka czytania ze zrozumieniem tekstu dłuższego niż 160 znaków z SMS będzie elitarną.
Każdy z nas, ludzi myślących o czymś więcej niż podstawowych potrzebach, przyłożył zresztą i przykłada rękę do zidiocenia społeczeństwa lajkując i wrzucając kotki, kawki i lanczyki a nie znajdując chwili by pochylić się nad czymś poważniejszym i wspierać w sieci tych, którzy mają coś ważnego i mądrego do powiedzenia a nie tylko wielkie zasięgi fanów. Większość z nas popełnia też grzech zaniechania uważając, że nie przystoi włączać się w dyskusje w sieci napawając się komfortem i poczuciem wyższości pozycji obserwatora.
 Przestańcie być obserwatorami a zacznijcie edukatorami. Wrzucajcie i wspierajcie w sieci treści kultury, sztuki, światopoglądu etc. Nie oczekujcie, że świat wokół Was sam się zmieni i nie narzekajcie na „ciemnogród” i jego wyborczą siłę jeśli sami codziennie nie staracie się zmieniać świata wokół Was. Nie poddawajcie się terrorowi i narracji o większości, która ma rację. Każdy z nas ma swoje racje a w mniejszości są one na pewno jeśli nie zostają wypowiedziane.
Jeśli Wy nie zaczniecie dbać o edukację ludzi wokół siebie, o poziom dyskusji, kultury, treści jakie udostępniacie czy  komentujecie to wyrachowani, cyniczni i inteligentni inaczej będą zwiększać wpływy na ludzi mniej ogarniętych i na nie podatnych. Ci wyrachowani cynicy są wśród polityków i inżynierów politycznej sceny każdej opcji i wbrew temu co, niektórzy z nich, deklarują nie chcą by ich wyborca był zbyt ogarnięty bo takim łatwiej manipulować i zdobywać jego głos. Łatwiej jest mniej wyedukowanych wyborców napuszczać na siebie i sprzedawać tematy zastępcze tak jak większość teraz rozgrzewających scenę polityczną. I nadal będzie się nam wmawiać na przykład, że najważniejsze jest czy na emeryturę przejdzie się w wieku 65 czy 67 lat podczas gdy w ciągu najbliższych 30 lat człowiek ma osiągnąć zdolność pracy w pełnej sprawności nawet do 90 roku życia a w tym samym czasie pracy może zabraknąć już nawet dla połowy ludzi bo ich obowiązki przejmie automatyzacja i sztuczna inteligencja. Politycy karzą podniecać nam się dyskusjami o cenach energii podczas gdy brak działań w stronę zwięszkania udziału jej czystych źródeł może doprowadzić do takich katastrof klimatycznych, że opłaty będą naszym najmniejszym problemem... Politycy wiedzą, że wkrótce praca będzie przywilejem elit a reszta pozostanie w socjalnych gettach a mamią nas wciąż problemami zastępczymi. Zdają sobie sprawę, że starzejące się społeczeństwa Europy nie przetrwają bez napływu młodych imigrantów ale dla bieżących interesów antagonizują coraz bardziej społeczeństwa i wspierają skrajnych narodowców. ITP, ITD...  Ale kto by sobie tym  wszystkim zawracał głowę i czy ktoś w ogóle doczytał do tego miejsca …? Ech...

 

Całe przemówienie Krzysztofa Warlikowskiego zamieszczam poniżej podziwiając chęci i przekaz jaki w nim zawarł 

Szanowny Panie Przewodniczący Parlamentu Europejskiego, 

Szanowne Panie Posłanki i Panowie Posłowie, 

Szanowny Panie Pascalu Lamy,

Panie i Panowie, 

Tym z was, którzy znają południowo-afrykańskiego pisarza Johna Maxwella Coetzeego, muszę wyznać, że stojąc tu dziś przed wami czuję się jak jedna z jego postaci - Elisabeth Costello i zaraz zrozumiecie, dlaczego tak jest. 

Czasami najprostsze pytania prowokują nieoczekiwane odpowiedzi. Jeśli zapytam, co łączy mnie - artystę, reżysera teatralnego - z wami, parlamentarzystami decydującymi o sprawach Europy, odpowiedź nie wydaje się być oczywista. A przecież jest coś, co czyni nasze zajęcia podobnymi, chociaż wy poruszacie się w sferze twardych danych i politycznych zdarzeń, a ja w domenie wyobrażeń i fantazji. Tym czymś jest odpowiedzialność: moja za widzów i wasza za wyborców, nasza wspólna - za dbałość o zachowanie wolności słowa i krytycznego myślenia w społeczeństwach Europy. 

Czym jest odpowiedzialność artysty? Do czego artysta powinien widzów skłaniać czy namawiać? Najkrócej - do krytycznego myślenia. 

Pochodzę z Polski, z kraju, który po transformacji ustrojowej utracił grupę społeczną nazywaną inteligencją i żmudnie zaczął budować nowe autorytety, także w dziedzinie kultury. Jednocześnie kultura, podobnie jak inne sfery życia, stała się strefą działania wolnego rynku, który zaczął wywracać kryteria i wartości. Telewizja, prasa, media nieuchronnie stały się maszyną do produkowania powierzchni reklamowych. Bezinteresowność, tak ważna dla sztuki, straciła na znaczeniu. Wszyscy zaczęli schlebiać przeciętnym gustom i niskim potrzebom. Kicz i głupota były tłoczone do oczu i głów odbiorców. Mieli konsumować, kupować podejrzane produkty sztukopodobne. To proces chyba bardziej rujnujący dla kultury społeczeństwa niż handel podróbkami znanych marek dla ekonomii przedsiębiorstw. Proces ten obserwujemy w wielu niestety krajach. Ameryka wciąż daje "dobry" przykład. Ale Polska i kraje Europy wschodniej były wyjątkowo podatne na to ogłupianie. Konsumpcja była czymś nowym i upragnionym, a więc zdawała się być dobrem. Niepostrzeżenie zaczęto podmieniać kulturę na popkulturę i rozrywkę. Obrócono znaki. Powolne procesy kulturotwórcze błyskawicznie straciły sens i znaczenie. Zamiast krytyki i opinii pojawiły się rankingi. Systemy ocen, gwiazdek, like'ów. Twórcy, bo trudno nazwać ich artystami, okazali się nieodporni na korupcję wolnego rynku. Tylko nieliczni zachowali odpowiedzialność za swoich widzów i nie chcieli dawać im papki, na którą tamci czekali lub wmawiano im, że czekają. Myślę, że wytworzyliśmy osobliwy przemysł pogardy, w którym twórcy zamiast brać odpowiedzialność za widzów, zaspokajali ich najgłupsze pragnienia. Zepsucia nie było widać natychmiast, ale powoli pejzaż po przegranej bitwie zaczął się wyłaniać. 

Pamiętam, jak za czasów komunizmu w Polsce książki były dobrem najwyższym. Stało się po nie w wielkich kolejkach, zdobywało. Nakłady ówczesne w porównaniu z dzisiejszymi były wręcz niewyobrażalne, a jednak książek brakowało. Polowało się na klasykę i nową literaturę, sterczało się w kolejkach na przykład po pierwsze wydanie dramatów Becketta. Wierzyło się, że pewna baza książek daje nam dostęp do europejskich kodów kultury, utrzymuje nas w Europie. Minęło niewiele czasu i książki straciły swoją rangę i znaczenie. Czytelnictwo zaczęło gwałtownie maleć, a książki zamieniać się w produkty. Poradniki wypełniły półki sieciowych księgarń, a prawdziwe księgarnie zaczęły znikać. I tak, nieodpowiedzialnie acz interesownie, doszliśmy do dna.

Dzisiaj blisko 40% Polaków nie rozumie tego, co czyta, a kolejne 30% rozumie w niewielkim stopniu. Co dziesiąty absolwent szkoły podstawowej nie potrafi czytać. Aż 10 milionów Polaków (ok. 25%) nie ma w domu ani jednej książki. Analfabetą funkcjonalnym jest co 6 magister w Polsce. 6,2 miliona Polaków znajduje się poza kulturą pisma, czyli nie przeczytało NIC, nawet artykułu w brukowcu. 40% Polaków ma problemy z czytaniem rozkładów jazdy czy map pogodowych. To są dane tak niewiarygodne, że aż zabawne. A jednak napawają grozą. 

Obserwując różne statystyki widzimy, że czytelnictwo spada w niemal wszystkich krajach europejskich. Są nieliczne zielone wyspy, gdzie rośnie, ale niestety, ogólnie sytuacja jest zła. Czyta Skandynawia i Holandia. W krajach Europy środkowej i południowej spadek czytelnictwa jest drastyczny, należą do nich przede wszystkim: Grecja, Węgry, Włochy. Czy to przypadek, że w tych krajach ruchy skrajnie nacjonalistyczne rosną w siłę odwrotnie proporcjonalnie do spadku czytelnictwa?! 

Cóż to bowiem oznacza? Do kogo ja mówię? Gdzie są moi widzowie? Uprawiam skomplikowaną sztukę, która może być odczytana przez jakiś zaledwie promil społeczeństwa? I jak to się ma do mojej odpowiedzialności? Co zostało zaniedbane? Na te pytania nie uzyskam nigdy precyzyjnej odpowiedzi, lepiej więc przyjąć na siebie część winy i zastanowić się, co można zrobić teraz, by tę sytuacje naprawić. Bo ona zagraża Europie i zagraża demokracji. 

Z tej perspektywy interpretuję odwrót Polski z drogi wolności i demokracji na rzecz autorytarnego systemu i państwa narzucającego obywatelom zasady życia dyktowane przez Kościół. Tak rozumiem wybór ekstremalnej prawicy przy niskim zainteresowaniu wyborami. To są właśnie skutki zaniechań i wieloletniego ogłupiania społeczeństwa. Analfabetyzm polityczny, na którym chętnie i bezpardonowo żerują populizmy. Polska jest tu przykładem jaskrawym, ale nie jedynym. 

Wierzę, że kultura może być potężną bronią przeciwko głupocie i ogłupianiu, które stają się idealnym podłożem do manipulacji. Wierzę w teatr, którego zasadą jest konflikt, ale przepracowywany przez dialog, który prowadzi do pojednania, koncyliacji, wspólnoty widzów tu i teraz. Na chwilę, ale też i na dłużej, kto wie na jak długo. Świat można czynić lepszym tylko zmieniając ludzi. Doświadczenie, jakie może dać teatr, pokazując siłę wspólnoty, jest nie do zastąpienia przez żadne inne.

Wierzę w książki. Można powiedzieć, że kilka książek nie zmieni świata. Ale nasza odpowiedzialność zasadza się na tym, że wierzymy w skuteczność działania sztuki i myśli. Inaczej nic tu po nas. Inaczej oddamy pole konsumpcji, a to jest kraina zerojedynkowa, w której wszyscy prędzej czy później stają się nieszczęśliwi, bez względu na stan posiadania, zaczynają być sfrustrowani i w efekcie nienawidzą demokracji, która kiedyś dała im wybór, ale potem zaniedbała.

Nadszedł moment przedstawienia państwu dwóch, a właściwie trzech książek, które zdobyły w tym roku wyróżnienie w konkursie Prix du livre européen, trzecia to nagroda honorowa. Ta edycja pokazuje dobitnie zatarcie granic między powieścią a esejem i ucieczkę od powieści, rozumianej jako fikcji. Książki, które nas dziś interesują, to autobiograficzne świadectwa, śledzące na przestrzeni dziesiątków lat zawiłości dziejów własnych rodzin, które uczestniczyły w szczególnie tragicznej historii XX wieku. Są to nowe świadectwa pokolenia urodzonego po wojnie. Zwłaszcza ciekawe są te pisane przez osoby pochodzące z rodzin mieszanych francusko-niemieckich albo polsko-francuskich i brytyjskich, a więc wielojęzycznych i edukowanych w wielu krajach. To świadectwa pokolenia szukającego prawdy wśród sprzecznych wersji historii XX wieku, widzianej wciąż i prawdopodobnie już na zawsze inaczej przez Francuzów, Niemców, Polaków, Węgrów 

Nagrodzeni autorzy konfrontują nas z historią Europy i jej wieloma wariantami. Książki Geraldine Schwarz i Philippe'a Sandsa pozwalają nam zrozumieć, że nie istnieje jedno odczytanie historii, a każdy fakt historyczny warunkowany jest przez różnorodne korzenie, kultury, języki. Ta różnorodność i wielokulturowość powinny stać się zbawienne. Z kolei Paul Lendvaia, korzystając ze swojego statusu emigranta, kreśli bezlitosny portret węgierskiego prezydenta. Te trzy ksiązki przepełnione głęboko europejskim przesłaniem w pełni zasłużyły na nagrodę. 

W kategorii powieść nagrodziliśmy "Les Amnesiques" Geraldine Schwarz. W kategorii esej nagrodziliśmy "Orban, Europe's New Strongman" Paula Lendvaia. Nagrodę honorową otrzymał Philippe Sands za "Powrót do Lwowa. O genezie ludobójstwa i zbrodni przeciwko ludzkości". Wszystkim laureatom serdecznie gratuluję.